HITY i KITY czyli ulubieńcy i nie ulubieńcy lipca 2014

Miesiąc lipiec właściwie za nami, czas na podsumowanie kosmetycznych hitów i kitów.
Mam kilka hitów, które sprawdziły i sprawdzają się u mnie doskonale, oraz dwa kity, które w ogóle nie powinny zostać wyprodukowane.


Zacznę od absolutnych HITÓW miesiąca lipca:
1. Biosiarczkowy żel głęboko oczyszczający z Balneokosmetyki - rewelacyjnie oczyszcza nie pozostawiając uczucia ściągnięcia na mojej twarzy. Niesamowicie wydajny, produkt, który póki co jest moim odkryciem kosmetycznym roku 2014. Więcej o tym produkcie pisałam TUTAJ.


2. Krem - żel z serii Love Nature z Oriflame - wersja z aloesem dla skóry mieszanej i tłustej. Pierwszy produkt po użyciu którego moja buzia się nie świeci a przynajmniej nie od razu jak to bywało z innymi produktami niby matującymi. Szybko się wchłania, pięknie i delikatnie pachnie, ma pół-żelową konsystencję i co najlepsze niewiele kosztuje (jakieś 12,90 w katalogu). Idealnie sprawdza się pod makijaż. Jedyny minus dla osób w moim wieku - nie zawiera żadnych składników ujędrniających czy przeciwzmarszczkowych.


3. Malinowe masło do ciała Balneokosmetyki - kolejne odkrycie, niesamowicie wydajny produkt, używam go od maja a zużycie jest praktycznie niewielkie. Perfekcyjnie nawilża skórę, zostawiając na niej przyjemny zapach malin i leśnych owoców. Wg opisu ze strony producenta ma konsystencje sorbetu i z tym się mogę zgodzić bo nie przypomina ona struktury masła jakie znam choćby z The Body Shop. Tutaj konsystencja jest mniej zbita, określiła bym ją czymś w rodzaju pasty?! Na pewno pomoże mi przetrwać jesień i zimę.


4. Wypiekany cień z firmy Glazel Vintage - produkt, który dostałam na ostatnim spotkaniu blogerek w Tarnowie. Nigdy nie miałam styczności z tą firmą. Cudowna struktura cienia, piękna pigmentacja, super trwałość, nie wiem jak z ceną bo nie sprawdzałam ale rewelacyjnie się rozprowadza i świetnie współgra z innymi cieniami. Cud, miód, malina i orzeszki.



A teraz pora na KITY miesiąca lipca

1. Pasta do zębów Dentalux z Lidla - co tanie to drogie - dosłownie. Kosztowała nie więcej niż 5 zł i tak samo myła zęby czyli prawie wcale. Po jej uzyciu nie było zupełnie żadnej różnicy jakby się jej nie użyło. Moja cierpliwość została zupełnie wyczerpana i pasta z połową zużycia trafia do kosza.


2. Renewal Lash Serum z L'oreal - nie wiem po co powstał ten produkt? Może jego zadaniem jest zniechęcenie do marki L'oreal? Totalna masakra, nie wiem, nie znam się i nie chce wiedzieć jak się to dziwactwo stosuje. Próbowałam, robiłam kilka podejść. To coś robiące za grzebyk totalna porażka. Jest zbyt miękkie, żeby docisnąć rzęsy, produktu nie nakłada się na nie prawie wcale. Myślałam na początku aby wsunąć rzęsy w szczelinę tej niby szczoteczki? No way. Wywalone 12 zł w błoto, za tą cenę mogłabym sobie kupić odzywkę z Eveline do rzęs, która zbiera wiele pozytywnych recenzji.


To tyle z moich kosmetycznych zachwytów i zawodów z miesiąca lipca.
Pochwalcie się co w tym pięknym wakacyjnym miesiącu było waszym hitem a co kitem, czekam na wasze typy w komentarzach.

A.

4 komentarze:

  1. jakbym zobaczyła samą tą "szczoteczkę" nie pomyślałabym, że to produkt do rzęs;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masakra, nie wiem jak ktoś wpadł na taki pomysł

      Usuń
  2. Cień świetnie się prezentuję na powiece ;)

    OdpowiedzUsuń

Dzięki że jesteś!!!
Sprawiasz mi ogromną radość że tu zaglądasz, dzięki tobie wiem że to co robię ma sens.
Ściskam cie ciepło!!
Uwaga! Wszelkie linki w komentarzach są usuwane.

Copyright © 2016 A real shopaholic , Blogger